niedziela, 15 sierpnia 2010

` Burza?!

` Omg cześć wszystkim! Tego co ja przeżyłam to nie da się opisać! To trzeba tam być i to odczuwać! No więc tak. Wyruszyłam o 16.10 z domu na przystanek czekając na autobus na plac teatralny. Patrzę na rozkład i mówię oo za chwilę będzie. Ludzi się zebrało,hym,faktycznie jechał ale nie mój-ironia losu.Zostałam sama na przystanku czekam już 30 minut i nic. Wkurzam się niemiłosiernie i mówię a kit! idę na kolejny przystanek bo zanim tu coś dojedzie zdążę pójść na inny i poczekać na inny autobus.Idę sobie spokojnie odwracam się i patrzę oo świetnie mój autobus! Wkurzona,prawie chciałam ryczeć. No wybaczcie byłam umówiona z Klaudią na 16.30 a tu 17.00 I ZERO AUTOBUSÓW A TAMTEN MI UCIEKŁ JAK SZŁAM NA DRUGI PRZYSTANEK!
Ale to jeszcze nic! Dobra czekam na kolejnym 10 minut i podjechał.Wsiadam zakupuję bilet z automatu kasuję i powoli dojeżdżamy na miejsce. Wkurzona spóźnieniem wysiadam i idę szybkim krokiem na miejsce spotkania. Witam się z Klaudią i szwędamy się na mieście. Gadamy szłyśmy bulwarem.Usiadłyśmy na ławce,przegadałyśmy 2 godziny. Patrzymy na niebo,że jest strasznie szkliste! To Klaudia mówi ej chodź zbieramy się. No dobra idziemy rozmawiamy patrzymy w niebo i mówimy o ja jak walnie za chwile to mamy problem. A ja mówię nie nie nie! Nie będzie padać jeszcze! Lecimy dalej i mówimy,że zbieramy się w stronę naszych domów. Okej okej idziemy pożegnałyśmy się ustaliłyśmy,że jak coś to na gadu. Idę na przystanek. Patrzę na rozkład i mówię o matko późno te autobusy a niebo takie przerażające. Każdy z przystanku patrzy w górę.Wyjrzałam też. Dopadł mnie strach. Po raz pierwszy takie coś dzieje się na moich oczach i ja NIE JESTEM w domu,bezpiecznie za szybą. No to czekam czekam. Poszłam kupić bilet,autobus podjechał wsiadłam od razu,ludzie tak samo. I ruszyliśmy,jedziemy jedziemy dosiadła się do mnie bardzo miła starsza Pani. Zaczęłyśmy rozmawiać na temat pogody,na temat tego co dzieje się za oknem. Ta Pani była tak samo przerażona jak i ja. Do naszej rozmowy wtrąciła się jeszcze jedna też bardzo sympatyczna kobieta.Patrzyłyśmy ze strachem w niebo. No tak... Zaczęło lać. Blady strach,grzmoty,ulewa jak z cebra i przeraźliwe błyski. Mówimy sobie żeby tylko dojechać bezpiecznie do domu. Dzwoni mama mówi,że się martwi ja mówię,że jakoś sobie poradzę. Kierowca nakazał pozamykać wszystkie okna.Wszyscy momentalnie to zrobili. Jedziemy dalej strachu nie brakowało.Myślałam co zrobić.Miałam nowe buty niestety pech tak chciał,że nie były one przystosowane do deszczu. Mówię a kit zdejmę,buty w łapę i bieg! No..Zbliżał się mój przystanek. Jedna z Pań z którymi rozmawiałam też tu wysiadała życzyłyśmy sobie udanego powrotu i w nogi! Tamtej Pani mówiłyśmy,że niech się nie martwi,że będzie dobrze. Wysiadłyśmy.Wzięłam buty w rękę i zaczęłam biec.. Tak boso..Przez piachy,cementy,kałuże,puste ulice.I biegne i biegne. Za mną grzmi błyska się a ja sama biegnę.CAŁA MOKRA spływa ze mnie totalnie. Ale biegnę dalej! Jakieś drzewo w dali się powaliło na ziemię. ŻYWEJ DUSZY NIE BYŁO NA ULICY.No i dobiegłam.Dzwonie jak oszalała domofonem.Po chwili wchodzę do klatki i swobodnie oddycham. Powiem Wam,że czegoś takiego jeszcze NIE BYŁO!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Jeeejuuuu! Ale fajne przeżycie!






* Zdjęcie wykonała- Alina D.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz